Cechy i Kongregacje

   Obok całej, dość skomplikowanej w szczegółach machiny zarządu miasta, duży wpływ na bieg wydarzeń w mieście miały cechy i kongregacje, organizacje spełniające funkcje samorządu poszczególnych grup zawodowych. Ich rola i znaczenie daleko przerastały wszystkie nasze dzisiejsze wyobrażenia. Przynależność do cechu była obowiązkowa dla wszystkich chcących legalnie uprawiać wyuczone rzemiosło.


Fot. 60. Buzdygan Cechu Kramarzy, Persja, XVIII wiek,
wł. Muzeum Historyczne m. Krakowa

   Obowiązkowy też był udział we wszystkich organizowanych przez cech spotkaniach, nabożeństwach, czy pogrzebach. Statut cechu stolarzy z 1490 określał wyraźnie: „Kto by nie przyszedł ku pogrzebu ten przepadnie grosz winy”. Dodajmy, że za dwa grosze można było wówczas kupić porządne skórzane ciżmy. Także grosz kary kosztowało nie przyjście na mszę cechową, a spóźnienie, byle przed odczytaniem Ewangelii, kosztowało pół grosza. Członkowie cechu swoją organizację nazywali „wspólnotą”, a siebie wzajemnie braćmi. Każdy z nich był wyczulony na krzywdę drugiego lub na krzywdę, którą ten wyrządzał bliźniemu. Brat cechowy, nie mógł „nieobyczajnie się prowadzić” lub „żonę swą haniebnie bić”, gdyż za to groziły surowe kary, skrupulatnie egzekwowane. Generalnie trzeba zauważyć, że ochrona rodziny leżała u podstaw każdego statutu cechowego. Członkiem cechu mógł być jedynie ten, kto „ślubną żonę ma”. Najbardziej jednak szczegółowo określano prawa produkcyjne każdego cechu. Żeby rzecz zrozumieć, trzeba zarysować szerszą perspektywę. Pod koniec XVI wieku gdy liczba cechów osiągnęła w zasadzie swój szczyt, działało w Krakowie około 40 takich zawodowych wspólnot, które reprezentowały około 50 specjalizacji zawodowych (niektóre cechy skupiały w swoich szeregach kilka specjalności, jak np. bednarze i cieśle).


Fot. 61. Herb Krakowa z Lady Kupieckiej, Kraków 1796,
wł. Krakowska Kongregacja Kupiecka

     Aby zapewnić wszystkim bezpieczny byt, reglamentowano ściśle prawo każdego cechu do wykonywania swego rzemiosła. Mimo niezwykle ścisłych i śmiesznych z dzisiejszej perspektywy zapisów, nie zawsze można było osiągnąć porozumienie. Weźmy pierwszy z brzegu przykład. Pojezdnicy – wiadomo – robią bryczki, kołodzieje, także wiadomo, robią koła. Tymczasem pojezdnikom zachciało się, co wyda nam się logiczne, robić pojazdy z kołami. Kołodzieje natychmiast podnieśli szalony rwetes i powołując się na swoje prawa zatwierdzone przez radę miasta, domagają się ukrócenia przestępczego (!) procederu pojezdników. Z takimi problemami władze miasta nie zawsze sobie radziły. Wielokrotnie cechy brały sprawiedliwość w swoje ręce i...dochodziło w mieście do formalnych bitew z rannymi, ba! zabitymi po obu stronach. Spór pomiędzy pojezdnikami a kołodziejami, który pięknie ilustruje jedna z miniatur „Kodeksu Behema” (1505), nie był odosobniony. Nożownicy skarżyli się na mieczników, którzy wykonywali miecze ...za krótkie. Szklarze na stolarzy, którzy robiąc okna od razu je szklili, itp.
           W obrębie samego cechu istniało duże rozdrobnienie społeczne. Najmłodsi członkowie, tzw. uczniowie, nie posiadali w zasadzie żadnych praw. Po kilku, czasem kilkunastu latach terminowania, uczeń mógł zostać czeladnikiem, ale dopiero egzamin mistrzowski dawał mu prawo samodzielnego wytwarzania określonych przedmiotów i pełne prawa cechowe jako mistrzowi.