ZŁOTA ERA W DZIEJACH KRAKOWA – XIV - XVI WIEK


Panowanie Kazimierza Wielkiego 1333 - 1370

W 1320 koronacja Łokietka w wawelskiej katedrze postawiła kropkę nad „i” stołecznej roli Krakowa, a syn Łokietka, Kazimierz Wielki, nie wahał się w 1358 odnowić wszystkich miejskich przywilejów dodając do nich nowe. Od koronacji Łokietka aż do 1734 niemal wszystkie koronacje i pogrzeby królewskie dokonywały się na Wawelu. Mimo niewątpliwej przychylności jaką Kazimierz Wielki okazywał miastu, jego politykę względem Krakowa cechowała pewna ostrożność. Jej wyrazem była lokacja pod samym Krakowem dwóch nowych miast, Kazimierza (1335) i Kleparza (1366), które miały stanowić konkurencję dla potęgi stolicy.

Fot. 39. Kazimierz Wielki, 1333 - 1370

   Stare przysłowie mówi, że Kazimierz „Zastał Kraków drewniany a zostawił murowany”. Chcąc je rozumieć dosłownie, musimy zauważyć jego bałamutność. W czasie panowania Kazimierza Wielkiego, jak i długo po nim, większość budowli miejskich było nadal drewnianych. Nie można jednak nie zauważyć nagłego i żywiołowego rozwoju kamiennego budownictwa w mieście w czasie jego panowania. Około 1340 zaczyna się budowa kolejnego gotyckiego kościoła Bożego Ciała na Kazimierzu.


Fot. 40. Kościół Bożego Ciała na Kazimierzu, XIV w.


Fot. 41. Kościół Bożego Ciała, wnętrze

Powstał on w miejscu gdzie wg tradycji złodzieje mieli wyrzucić Hostie ukradzione wraz z drogocennymi naczyniami liturgicznymi z kościoła Mariackiego. W latach 1341 - 1346 Kazimierz wzniósł w wawelskiej katedrze nagrobny pomnik swego ojca – Władysława Łokietka.


Fot. 42. Nagrobek Władysława Łokietka w Katedrze Wawelskiej, XIV wiek

  W 1351 powstał na Stradomiu szpital św. Jadwigi, około 1360 z funduszy rajcy miejskiego Mikołaja Wierzynka rozpoczęto budowę prezbiterium Kościoła Mariackiego, a niedługo później rozpoczęła się budowa gotyckiej świątyni pod wezwaniem Św. Katarzyny na Kazimierzu. Wreszcie w 1364 poświęcono nową katedrę wawelską, której budowę rozpoczęto jeszcze za panowania Łokietka. Nad rzeką Rudawą powstają kolejne miejskie młyny, na Zwierzyńcu miejska cegielnia, a na płycie Rynku Głównego budynek tzw. Wagi Małej. Miasto zmienia swe oblicze. Rozbudowie ulegają mury miejskie. Odnowione Królestwo Polskie cieszy się stolicą godną innych państw europejskich, wyniosłą strzelistością wież i baszt, zamieszkałą przez bywałych w Europie kupców i wykształconych duchownych. Prestiż miasta wzrósł znacznie, gdy w 1364 Kazimierz uzyskał od papieża Urbana V zgodę na erygowanie w mieście Akademii. Akademia Krakowska (od 1818 nazwana Uniwersytetem Jagiellońskim), po praskiej najstarsza w Europie środkowo - wschodniej, miała trzy wydziały – medyczny, prawny i sztuk wyzwolonych i wzorowana była na włoskich uniwersytetach w Padwie i w Bolonii.


Fot. 43. Uniwersytet Jagielloński, Collegium Novum, 1883 - 1887,
arch. Feliks Księżarski

   W czasie panowania Kazimierza Wielkiego, Kraków wkroczył na drogę wielkiej polityki, czego wyrazem był tzw. Zjazd Krakowski z września 1364, w czasie którego, pod pretekstem układania planów krucjaty antytureckiej, królowie Polski, Węgier, Danii i Cypru, cesarz Niemiec i król czeski w jednej osobie oraz liczni książęta radzili nad układem sił w tej części Europy. Liczne relacje uczestników tego zjazdu informują o bogactwie dworu królewskiego, pięknie samego miasta i zamożności mieszczan, z których jeden – Mikołaj Wierzynek, podejmował gości ucztą pełną wyszukanego przepychu.


Fot. 44. Bronisław Abramowicz, Uczta u Wierzynka, wł. Muzeum Narodowe w Krakowie,
galeria w Sukiennicach

Od tego wydarzenia miała wziąć swój początek najbardziej znana z krakowskich restauracji - "Wierzynek" - mieszcząca się w kamienicy przy Rynku Głównym, gdzie zgodnie z tradycją, odbyła się słynna uczta monarchów.


Fot. 45. Restauracja "Wierzynek", Rynek Główny 16



Miasto poselstw, zjazdów, triumfów, intronizacji i pogrzebów królewskich

Od pamiętnego Zjazdu Krakowskiego z 1364 wydarzenia tej rangi dyplomatycznej nie należały w mieście do rzadkości. W 1385 przez ulice Krakowa, przeszedł barwny orszak posłów litewskich, którzy przybyli na dwór królewski oferując rękę swego księcia Jagiełły dla Jadwigi Andygawenki. W 1440 w katedrze wawelskiej, poselstwo węgierskie ofiarowało Władysławowi III, synowi Jagiełły, koronę węgierską. W 1471 Kraków oglądał posłów królestwa czeskiego, którzy odbierali przysięgę od syna Kazimierza Jagiellończyka, Władysława, który obrany został przez czeskie stany królem. W 1510 gościem w stolicy był poseł papieża Juliusza II, który pragnął wciągnąć Polskę do ligi przeciwtureckiej. Także w Krakowie, na płycie Rynku Głównego, złożył w 1525 hołd lenny Zygmuntowi Staremu, ostatni Wielki Mistrz Zakonu Krzyżackiego, Albrecht Hohenzollern.


Fot. 46. Jan Matejko, Hołd Pruski, wł. Muzeum Narodowego w Krakowie,
galeria w Sukiennicach

       Dwa lata później stolicę państwa oglądali posłowie francuscy, próbujący wciągnąć Polskę do sojuszu antyhabsburskiego. Wyjątkowe i niezwykłe widowisko, nawiązujące do tradycji Rzymskich triumfów, oglądali mieszczanie krakowscy w 1514, kiedy to do miasta wjeżdżał wraz ze zwycięską armią ks. Konstanty Ostrogski, zwycięzca Moskwy w bitwie pod Orszą. Tradycja triumfalnego witania zwycięzców związała się z Krakowem na długie lata. Z wielkim rozmachem urządzono wjazd Hetmana Jana Tarnowskiego po bitwie pod Obertynem (1535), Jana Zamojskiego po bitwie pod Byczyną (1588), królewicza Władysława Wazy po zwycięstwie Chocimskim w 1621, a także Jana III Sobieskiego wracającego na czele zwycięskich rot husarii po Victorii Wiedeńskiej w 1683. Ostatnim z „dni chwały” był wjazd do Krakowa Tadeusza Kościuszki po zwycięstwie Racławickim (1794) i, już w czasie rozbiorów, wjazd do miasta ks. Józefa Poniatowskiego w 1809.
           Listę tych niezwykłych i niecodziennych wydarzeń uzupełnia cały szereg koronacji i pogrzebów królewskich. Szczególnie drobiazgowo i monumentalnie zarazem, reżyserowane były wjazdy do miasta przyszłych władców, którzy koniecznie chcieli olśnić i zadziwić swoich przyszłych poddanych. Do legendy przeszły wjazdy do Krakowa przyszłej żony Zygmunta Starego – księżniczki włoskiej Bony Sforza, Henryka Walezego i wreszcie Konstancji Austriaczki (1605), które to wydarzenie zostało wyobrażone na słynnej rolce sztokholmskiej (malowidło wykonane na pasie papieru na płótnie - 158 cm długości, 27 cm szerokości). Niezwykle liczny i bogaty był też orszak Augusta II Mocnego (1697), choć ta intronizacja zapoczątkowała okres katastrofalnego upadku miasta.


Stolica Jagiellonów

Po bezpotomnej śmierci Kazimierza Wielkiego tron krakowski przypadł dynastii Jagiellonów, którzy władali krajem w XV i XVI wieku (1386 - 1572).

    
Fot. 47. Jadwiga Andegaweńska, 1384 - 1399; Władysław Jagiełło, 1386 - 1434,
"Poczet ...", Duchińska

   Te dwa wieki w dziejach Krakowa określa się jako srebrny i złoty wiek miasta. Kwitnie międzynarodowy handel sięgając swymi wpływami od Flandrii i Anglii do Krymu, znakomicie rozwijają się sztuki rzemieślnicze, w szczególności złotnictwo, garbarstwo i kuśnierstwo.


Rozwój Uniwersytetu

Odnowiony przez królową Jadwigę i jej męża Władysława Jagiełłę, uniwersytet krakowski (później na pamiątkę dynastii nazwany Jagiellońskim), wydaje wspaniałe owoce. Tu pisze swoje znakomite rozprawy prawne reprezentant Polski na soborze w Konstancji (1414-1418) Paweł Włodkowic (zm. 1435). Tu w 1450 Marcin z Żurawicy otwiera katedrę astrologii, przodującą w Europie. Tu dojrzewa wspaniały umysł matematyczny Wojciecha z Brudzewa i jego ucznia Mikołaja Kopernika, który studiował na krakowskiej akademii w latach 1492-1496. Tu wykładał niemiecki humanista Jan Celties, który zainicjował powstanie w Krakowie pierwszego towarzystwa literackiego „Sodalitas Literaria Vistulana” . Tu wykładał także znakomity włoski humanista, poeta i prozaik Filip Kallimach.
           Rektorem krakowskiej Alma Mater był m.in. Maciej Miechowita, autor dzieła Chronica Polonorum. Tu wreszcie, na początku XVII wieku, urząd rektora pełnił znakomity matematyk i „odkrywca” geniuszu Mikołaja Kopernika, Jan Brożek. Wspaniały rozkwit nauk ścisłych i prawniczych na krakowskiej uczelni ściągał na studia młodzież z Niemiec, Prus, Węgier i całej Rzeczypospolitej. Równolegle, w niezwykle żywiołowy sposób powstają w Krakowie drukarnie. Już w niespełna 20 lat po wynalezieniu druku przez Guttenberga, powstaje w Krakowie pierwszy druk w drukarni OO Bernardynów (1473), następne drukarnie Fiola, Hochenfedera, Hallera, Wietora, Wierzbięty, Piotrkowszczyków, rodzą się jak grzyby po deszczu. W pierwszej połowie XVI wieku w Krakowie ukazało się 1668 tytułów (!), wśród których, obok wydawnictw łacińskich i niemieckich, pojawiają się druki wydawane w języku polskim. W 1505 powstaje w Krakowie rękopiśmienny, bogato ilustrowany kodeks Behema, będący jednym z najznakomitszych źródeł do dziejów i kultury miast.


Fot. 48. Warsztat garbarski, Miniatura z „Kodeksu Behema” 1505,
wł. Biblioteka Jagiellońska w Krakowie

    W 1493 w Norymberdze powiązanej z Krakowem licznymi więzami, powstaje „Kronika Świata” Hartmana Schedla, gdzie po raz pierwszy zamieszczony został widok Krakowa. Wspaniały, barwny drzeworyt ukazuje nam piękną sylwetkę miasta, z górującym nad nim zamkiem wawelskim i rozłożonymi po obu stronach mniejszymi miastami Kazimierzem i Kleparzem. Wprawdzie dokładne oględziny nasuwają nam pewne wątpliwości co do tego czy artysta malował konterfekt polskiej stolicy z pamięci, czy z autopsji, ale ogólne wrażenie pozostaje wspaniałe. Kraków jest także miejscem, gdzie pisze swoje „Roczniki Sławnego Królestwa Polskiego” wychowawca synów królewskich Jan Długosz. Cała aglomeracja miejska liczyła wtedy około 30 000 mieszkańców, co stawia Kraków w rzędzie średnich miast europejskich i dużych w tym regionie Europy.


Rozwój architektury i rzemiosła artystycznego

Najbardziej niezapomniane wrażenie pozostawiają powstałe wtedy obiekty architektoniczne. W XV wieku w szczytową fazę rozwoju wchodzi budownictwo gotyckie, określane nawet mianem „gotyku krakowskiego”. Najwspanialsze dzieła tego czasu - hełm wieży wyższej kościoła Mariackiego (tzw. Hejnalicy, wybudowany w 1478), Barbakan (1497-1499) czy kaplica Świętokrzyska na Wawelu (1473) stanowią najlepsze osiągnięcia „złotej jesieni” polskiego średniowiecza.


Fot. 49. Wieże Kościoła Mariackiego


Fot. 50. Barbakan, 1498 - 1499


Fot. 51. Kaplica Świętokrzyska w Katedrze wawelskiej, XV wiek,
na pierwszym planie pomnik Biskupa Kajetana Sołtyka

   W latach 1477-1489, w pracowni przybyłego do Krakowa z Norymbergi rzeźbiarza, Wita Stwosza, powstał największy w Europie ołtarz gotycki, pentaptyk, ukazujący sceny z życia Najświętszej Marii Panny i Jezusa Chrystusa.


Fot. 52. Wit Stwosz, Ołtarz Mariacki, 1477 - 1489

     To niezwykłe, jedyne w swoim rodzaju arcydzieło, zapowiadające nadejście nowego prądu w sztuce - renesansu – kosztowało miasto 2808 florenów, co równało się niemal rocznemu budżetowi bogatego wówczas Krakowa. Dziełem Wita Stwosza jest także kamienny nagrobek króla Kazimierza Jagiellończyka, ukazujący władcę w straszliwych mękach konania, pełnego majestatu i ludzkiej bezsilności w obliczu śmierci. Synowie Kazimierza Jagiellończyka, Jan Olbracht (1492-1501) i Zygmunt Stary (1506-1548), przeprowadzili dzieło przebudowy gotyckiego Zamku Wawelskiego w pyszną renesansową rezydencję, godną wspaniałego dworu jaki utrzymywali.


Fot. 53. Zamek Wawelski, dziedziniec wewnętrzny,

pierwsza połowa XVI wieku

    W 1533 nadworny architekt Zygmunta Starego, Bartłomiej Berrecci, ukończył najwspanialsze dzieło architektury renesansowej na północ od Alp, kaplicę grobową, nazwaną Kaplicą Zygmuntowską.


Fot. 54. Wnętrze Kaplicy Zygmuntowskiej, 1517 - 1533, arch. Bartłomiej Berrecci

   Syn Zygmunta Starego, Zygmunt August (1548-1572), był nie mniejszym mecenasem sztuki niż jego ojciec. Ozdobił on Wawelskie komnaty 356 arrasami, które rozpoczął zamawiać już jego ojciec, tworząc w ten sposób największą ich kolekcję w Europie.


Fot. 55. Arras, druga połowa XVI wieku, wł. Zamek Królewski na Wawelu


Fot. 56. Arras z kartuszem z monogramem Zygmunta Augusta, druga połowa XVI wieku,
wł. Zamek Królewski na Wawelu

    Mecenat królewski szedł w parze z mieszczańskim. W 1524 rada miasta ozdobiła wieżę ratuszową wspaniałym, ruchomym, wielofiguralnym zegarem (zniszczonym niestety od uderzenia pioruna w 1680). Wspaniałym zabytkiem rzemiosła artystycznego tego czasu jest srebrny kur, ofiarowany krakowskiemu Bractwu Kurkowemu przez radę miasta i tzw. Róg Kopaczy Wielickich, ufundowany przez Seweryna Bonera, dzieło Andreasa Durera, brata słynnego Albrechta. Nie od rzeczy będzie dodać, że w Krakowie pracował także w inny z braci Durerów, Hans, który malował ozdobne freski w królewskich komnatach na Wawelu.


Fot. 57. Srebrny kur Bractwa Kurkowego, Kraków 1565,
wł. Muzeum Historyczne m. Krakowa


Ustrój miasta

W XV i XVI wieku ustalił się ostatecznie ustrój miasta. Na czele miejskiego samorządu stała rada miejska, wybierana z wąskiego kręgu patrycjuszowskich rodów przez wojewodę krakowskiego. Spełniała ona w głównej mierze funkcje ustawodawcze, wydając miejskie ustawy zwane wilkierzami. Spośród członków rady wybierano burmistrza, który sprawował swój urząd początkowo tylko przez sześć tygodni. Burmistrz nosił specjalny złoty sygnet i srebrne berełko, a w czasie przemarszu przez miasto towarzyszyła mu eskorta złożona z czterech łuczników. Burmistrzowi podlegała straż miejska, dowodzona bezpośrednio przez „ratusznego hutmana”. Gospodarka miejska podlegała urzędowi lohnera, który zarządzał całym szeregiem miejskich „przedsiębiorstw”, cegielni, wapienników, lasów itp. Organem sądowniczym była tzw. ława, której przewodził wójt. Ławie podlegał miejski kat – mistrz świętej sprawiedliwości, który wprawdzie budził zrozumiały lęk, ale także i szacunek, gdyż często spełniał funkcję pogotowia lekarskiego, wyrywając bolące zęby, przecinając wrzody i nastawiając kości. Pomijając jednak te sporadyczne przypadki gdy kat zmieniał się z oprawcy w lekarza, trzeba powiedzieć, że na stanowisko to potrzebny był zawsze osobnik o silnych nerwach. Orzecznictwo sądów miejskich, w czym Kraków nie był wyjątkiem, było niezwykle surowe. Z krakowskich ksiąg sądowych wynika, że w praktyce stosowano trzy rodzaje kar: na włosach, na rękach i na gardle. Kary na włosach były najlżejszą kategorią kar i oznaczały „delikatne” oszpecenie oskarżonego, np. właśnie poprzez ścięcie włosów. Dla swarliwych przekupek klasyczną karą ośmieszającą była kara „rzezania się w koszyku”, co wyglądało w praktyce w ten sposób, iż babę taką wsadzano do wiklinowego kosza, zamykając go na zasuwkę z zewnątrz. Uwięziona w ten sposób przekupka musiała wykazać całą pomysłowość aby się na zewnątrz "wyrzezać" z koszyka. Kiedy rzecz cała odbywała się na oczach gawiedzi, rozrywka była przednia. Kara na ręce polegała na mniejszym lub większym okaleczeniu winnego, a nazwa wzięła się stąd, że najczęściej sądzono w ten sposób złodziei, skazując ich na ucięcie ręki. Oczywiście ucięty mógł być inny narząd. Z czasów Bolesława Chrobrego znany jest przypadek, gdy skazany za cudzołóstwo, został przybity do mostu gwoździem, przy czym gwóźdź przechodził przez tę część ciała, która najbardziej zawiniła. Trzeba jeszcze dodać, że jedyną alternatywą dla skazanego, był wsadzony mu do drugiej ręki ostry nóż. I wreszcie najsurowsza kara, na gardle, była po prostu karą śmierci, przy czym w obmyślaniu sposobów wykonania tej kary, średniowieczni prawodawcy, wykazali dużą pomysłowość. Proste ścięcie na pniu, było tylko jedną z możliwości. Poważne wykroczenia: ojcobójstwo, dzieciobójstwo, świętokradztwo, czy wreszcie zdrada stanu, karane były wręcz okrutnie. Zabójczynię matki z XVI wieku zaszyto w worku z psem, jaszczurką i kogutem, po czym wrzucono do Wisły. Zabójcę rodziców z XVII wieku szarpano kleszczami na estradzie ustawionej na Rynku u wylotu ul. Brackiej, następnie zdarto mu żywcem skórę z pleców i klatki piersiowej, obcięto kończyny i dopiero wtedy przewieziono, jeszcze żywego (!), na szubienicę na Pędzichowie. Podobnie maltretowano chłopa Bartosza z Lusiny za kradzież pieczęci kanclerskiej z domu Filipa Padniewskiego przy ul. Kanoniczej. Symbolem surowego magdeburskiego prawodawstwa, jest do dzisiaj nóż zawieszony w przejściu przez Sukiennice


Fot. 58. Nóż w przejściu w Sukiennicach

  i kuny, rodzaj okowów na szyję, znajdujące się przy bocznym wejściu do kościoła Mariackiego.


Fot. 59. Kuny, południowe wejście do Kościoła Mariackiego



Cechy i Kongregacje

   Obok całej, dość skomplikowanej w szczegółach machiny zarządu miasta, duży wpływ na bieg wydarzeń w mieście miały cechy i kongregacje, organizacje spełniające funkcje samorządu poszczególnych grup zawodowych. Ich rola i znaczenie daleko przerastały wszystkie nasze dzisiejsze wyobrażenia. Przynależność do cechu była obowiązkowa dla wszystkich chcących legalnie uprawiać wyuczone rzemiosło.


Fot. 60. Buzdygan Cechu Kramarzy, Persja, XVIII wiek,
wł. Muzeum Historyczne m. Krakowa

   Obowiązkowy też był udział we wszystkich organizowanych przez cech spotkaniach, nabożeństwach, czy pogrzebach. Statut cechu stolarzy z 1490 określał wyraźnie: „Kto by nie przyszedł ku pogrzebu ten przepadnie grosz winy”. Dodajmy, że za dwa grosze można było wówczas kupić porządne skórzane ciżmy. Także grosz kary kosztowało nie przyjście na mszę cechową, a spóźnienie, byle przed odczytaniem Ewangelii, kosztowało pół grosza. Członkowie cechu swoją organizację nazywali „wspólnotą”, a siebie wzajemnie braćmi. Każdy z nich był wyczulony na krzywdę drugiego lub na krzywdę, którą ten wyrządzał bliźniemu. Brat cechowy, nie mógł „nieobyczajnie się prowadzić” lub „żonę swą haniebnie bić”, gdyż za to groziły surowe kary, skrupulatnie egzekwowane. Generalnie trzeba zauważyć, że ochrona rodziny leżała u podstaw każdego statutu cechowego. Członkiem cechu mógł być jedynie ten, kto „ślubną żonę ma”. Najbardziej jednak szczegółowo określano prawa produkcyjne każdego cechu. Żeby rzecz zrozumieć, trzeba zarysować szerszą perspektywę. Pod koniec XVI wieku gdy liczba cechów osiągnęła w zasadzie swój szczyt, działało w Krakowie około 40 takich zawodowych wspólnot, które reprezentowały około 50 specjalizacji zawodowych (niektóre cechy skupiały w swoich szeregach kilka specjalności, jak np. bednarze i cieśle).


Fot. 61. Herb Krakowa z Lady Kupieckiej, Kraków 1796,
wł. Krakowska Kongregacja Kupiecka

     Aby zapewnić wszystkim bezpieczny byt, reglamentowano ściśle prawo każdego cechu do wykonywania swego rzemiosła. Mimo niezwykle ścisłych i śmiesznych z dzisiejszej perspektywy zapisów, nie zawsze można było osiągnąć porozumienie. Weźmy pierwszy z brzegu przykład. Pojezdnicy – wiadomo – robią bryczki, kołodzieje, także wiadomo, robią koła. Tymczasem pojezdnikom zachciało się, co wyda nam się logiczne, robić pojazdy z kołami. Kołodzieje natychmiast podnieśli szalony rwetes i powołując się na swoje prawa zatwierdzone przez radę miasta, domagają się ukrócenia przestępczego (!) procederu pojezdników. Z takimi problemami władze miasta nie zawsze sobie radziły. Wielokrotnie cechy brały sprawiedliwość w swoje ręce i...dochodziło w mieście do formalnych bitew z rannymi, ba! zabitymi po obu stronach. Spór pomiędzy pojezdnikami a kołodziejami, który pięknie ilustruje jedna z miniatur „Kodeksu Behema” (1505), nie był odosobniony. Nożownicy skarżyli się na mieczników, którzy wykonywali miecze ...za krótkie. Szklarze na stolarzy, którzy robiąc okna od razu je szklili, itp.
           W obrębie samego cechu istniało duże rozdrobnienie społeczne. Najmłodsi członkowie, tzw. uczniowie, nie posiadali w zasadzie żadnych praw. Po kilku, czasem kilkunastu latach terminowania, uczeń mógł zostać czeladnikiem, ale dopiero egzamin mistrzowski dawał mu prawo samodzielnego wytwarzania określonych przedmiotów i pełne prawa cechowe jako mistrzowi.


Struktura społeczna Krakowa

   Rozdrobnienie w łonie cechu było odbiciem rozdrobnienia społecznego w samym mieście. Teoretycznie wszyscy obywatele posiadający prawa miejskie krakowskie byli równi wobec tegoż prawa i tworzyli pospólstwo. Praktycznie, wysoko ponad nimi usytuowani byli miejscy patrycjusze, dysponujący często gigantycznym majątkiem i wpływami. Fortuny Bonerów, Turzonow czy Montelupich lub Wilchelma Orsettiego, bywały wręcz niewyobrażalne.


Fot. 62. Maciej Schilling, Medal z podobizną Seweryna Bonera, XVI wiek,
wł. Muzeum Narodowe w Krakowie

   Dorównywały zasobom magnackim, a wśród ich dłużników znajdujemy polskich i zagranicznych królów, biskupów i wojewodów. Najbogatsi obywatele Krakowa tworzyli warstwę oligarchiczną skupiającą całość władzy w mieście w swoich rękach, choć często swoją karierę miejską rozumieli jako wstęp do dalszej kariery.


Fot. 63. Uroczystości Krakowskiego Bractwa Kurkowego

     Najczęściej w drugim lub trzecim pokoleniu rody te wkupywały się do stanu szlacheckiego i uciekały od stanu mieszczańskiego, cieszącego się w Rzeczpospolitej coraz mniejszym uznaniem i równie niewielkimi prawami. Wobec potęgi patrycjatu ogół pospólstwa toczył ze zmiennym szczęściem walkę o swoje zagrożone prawa. Na samym dnie miejskiej drabiny społecznej znajdowali się mieszkańcy miasta, którzy nie posiadali miejskich praw, będąc w ten sposób wyłączeni także z udziału w miejskich przywilejach.


Społeczność żydowska w Krakowie i na Kazimierzu

Osobnym stanem, tak w mieście jak i poza nim, byli Żydzi. Zamieszkiwali oni zwartą grupą obszar Krakowa, w którym dzisiaj rozłożone jest miasto uniwersyteckie. Dzisiejsza ul. św. Anny nazywana była Żydowską. Żydzi odgrywali od końca XIII wieku ważną rolę w mieście, a ich społeczeństwo osiągało 20% liczebności całego Krakowa. W 1367 król Kazimierz Wielki, znany z dużej przychylności dla potomków Abrahama, szczególnie dla żeńskiej i pięknej części tego potomstwa o pięknym imieniu Esterka, nadał Żydom małopolskim przywilej, gwarantujący ich dotychczasowe prawa i pozycje. Na ogół harmonijne współistnienie chrześcijańskiej i judaistycznej społeczności, zaczęło trzeszczeć na początku XV wieku. W 1407 wybuchły poważne rozruchy antyżydowskie. Śmierć poniosło wielu Żydów, których podstawową winą był fakt, że stanowili poważną konkurencję dla kupców i rzemieślników chrześcijańskich. Kolejna fala zamieszek antyżydowskich, przeszła przez Kraków w 1453 przy okazji wizyty kaznodziei włoskiego Jana Kapistrana.
           Wreszcie w 1495 król Jan Olbracht nakazał Żydom opuścić Kraków i przenieść się do miasta żydowskiego na Kazimierzu. Pośrednio przyczyniło się to do wspaniałego rozkwitu kultury w gminie żydów kazimierskich. Symbolem tej świetności jest Stara Bożnica, gotycko-renesansowy budynek ze wspaniałą salą synagogalną , dzisiaj Oddział Judaistyczny Muzeum Historycznego m. Krakowa.


Fot. 64. Stara Bożnica, XV/XVI wiek


Fot. 65. Korona Tory ( Keter Tora ), Polska, początek XIX wieku,
wł. Muzeum Historyczne m. Krakowa


Najsławetniejsi obywatele Złotego Krakowa

   Mimo tego, że w ciągu XV i XVI wieku stan szlachecki w państwie, zdobywając cały szereg przywilejów odpychał stan mieszczański od znaczenia w Rzeczpospolitej, posiadanie obywatelstwa krakowskiego cieszyło się wciąż powszechnym uznaniem. W czasach Jana Olbrachta (1492-1501) Kraków został przyjęty do stanu szlacheckiego, choć profitów płynących z tego zaszczytu nigdy mieszczanom nie udało się w pełni wykorzystać. Uwaga ta dotyczy jednak tylko całego stanu mieszczańskiego, bowiem poszczególne jednostki zrobiły wprost oszałamiającą karierę. Wzmiankowany już Mikołaj Wierzynek jest postacią nieco mglistą.


Fot. 66. Portret Jana Wierzynka, mal, Jan Kanty Wojnerowski,
wł. Muzeum UJ

   Nieznany jest jego rok urodzenia, data śmierci (1368) niepewna, wiadomo jednak, że oprócz kupiectwa, trudnił się także bankierstwem i obok Lewka, bankiera pochodzenia żydowskiego, miał duży udział w zarządzaniu finansami dworu królewskiego. Od 1341 był stolnikiem sandomierskim. Król powierzał mu też różne misje dyplomatyczne, jak np. regulowanie w Awinionie wpłat Świętopietrza. Bonerowie Jan i Seweryn, byli Wielkorządcami Krakowskimi i zarządcami Żup Krakowskich, największego chyba przedsiębiorstwa królewskiego, mającego kolosalny wpływ na finanse państwa. Wielkorządcą Krakowskim był także Jost Decjusz młodszy i jego brat Ludwik. Ich ojciec – Jost Decjusz starszy, był sekretarzem króla Zygmunta Starego i dziejopisem jego panowania.


Fot. 67. Willa Josta Decjusza, Wola Justowska, pierwsza połowa XVI wieku

   Funkcje królewskich sekretarzy pełnili także Hieronim Pinocci (1612-1676), doradca Jana Kazimierza, wielokrotnie wypełniający w Europie ważne misje dyplomatyczne, wydawca pierwszej polskiej gazety tzw. Monitora Polskiego,


Fot. 68. Portret Hieronima Pinocciego, Norymberga 1663,
wł. Muzeum Narodowe w Krakowie

   a także Jan Pernus (1615-1678), krakowski aptekarz. Na wydanym w 1619 widoku Krakowa, Mateusz Merian umieścił napis „Cracoviae Totius Poloniae Urbs Celeberrima” (Kraków z całej Polski miasto najsławniejsze). Motto to wystarczająco podsumowuje okres od schyłku XIV do końca XVI wieku - Złotą Erę w dziejach miasta.