RUINA (1697-1764)


Kraków karczmą zajezdną Europy

    Śmierć Jana III Sobieskiego pogrążyła Kraków w głębokiej żałobie. Stara stolica opłakiwała władcę, który wprawdzie rządził z Warszawy, ale miał zawsze oczy i uszy otwarte na potrzeby Krakowa. Kiedy jednak 12 IX 1697 do Miasta wkroczył nowo obrany król, elektor saski August Mocny (1697-1733), serca krakowian zabiły z nadzieją. Sas wkroczył do Krakowa na czele wspaniałego orszaku, a jego pewność siebie, poza niepokonanego wodza i łatwość z jaką rzucał obietnicę zamydliła skutecznie oczy ojcom miasta i reszcie obywateli. Za dobrą wróżbę uważano też datę koronacji 12 IX, czyli rocznicę wspaniałej victorii wiedeńskiej. Nikt nie przypuszczał, że była to przedostatnia koronacja w Krakowie. Gdy niedługo potem August II wplątał Polskę w fatalną dla niej w skutkach III wojnę północną, mało kto przewidywał jak blisko jest z inflanckiej Narwy, gdzie Szwedzi rozgromili wojska rosyjskie, do Krakowa. 10 VIII 1702, po pogromie wojsk saskich pod Kliszowem, Szwedzi stanęli pod Krakowem. W mieście żyli jeszcze ci, którzy pamiętali wojska Karola Gustawa X sprzed półwiecza. Armia Karola XII budziła najgorsze wspomnienia sprzed lat. Rabunki, kontrybucje były na porządku dziennym. W dodatku 15 IX, Szwedzi stacjonujący na Wawelu zaprószyli ogień. Zamek stanął w płomieniach i gorzał przez trzy dni. Zniszczenia rezydencji królewskiej okazały się być straszliwe. Niewiele ocalało poza katedrą, słynną salą „Pod Głowami” i kikutami wypalonych murów. Z ulgą przyjęto decyzję Karola XII o opuszczeniu przez jego wojska Krakowa po 63 dniach okupacji. Nie był to jednak koniec „przygód wojennych”. Zmienne koleje zmagań wrogich armii sprawiły, że Kraków był na przemian „zdobywany” i „uwalniany” przez najprzeróżniejsze oddziały, różniące się wprawdzie sztandarami, ale mające takie same oczekiwania i potrzeby. Niezależnie od tego czy nowy okupant był saski, rosyjski, szwedzki czy polski, miasto dostarczało żywności, furażu i oczywiście płaciło słone pieniądze jako okup czy kontrybucje. Nic dziwnego, że potocznie mawiano wówczas, że stara stolica jest „karczmą zajezdną Europy”. W samym Krakowie galimatias sceny politycznej tak dalece zatarł jasność obrazu, że gdy w 1704 w imieniu króla, Hieronim Lubomirski„zdobył” Kraków, mieszczanie niefrasobliwie zapytali „ .. w imieniu którego Króla?”. W rzeczywistości mogło chodzić o jednego z trzech królów i jednego cara. Łączne straty na rzecz „odwiedzających” miasto armii zamknęły się niewyobrażalną kwotą 1 500 000 złotych, co, jakby na to nie patrzeć, świadczy i o tym, że w przededniu wojny zubożony Kraków nie był jeszcze żebrakiem. Bieda jednak stała już u drzwi. W lecie 1707 w mieście wybuchła zaraza, która srożyła się do 1710, zabierając 20 000 ofiar w Krakowie i na przedmieściach. Stacjonujące w Krakowie, po przejściu zarazy wojska rosyjskie, chcąc zapewnić sobie opał, wyrywały deski z podłóg i futryny z odrzwi opustoszałych kamienic. Kiedy w 1717 zakończyły się zmagania wojenne, Kraków był na dnie swego upadku.


Królewska ruina, Kraków w pierwszej połowie XVIII wieku

    Prośby i monity posłów krakowskich o pomoc w odbudowie Wawelu przyniosły połowiczny efekt. Dopiero w 1726 sejm przeznaczył skromne środki na odbudowę Zamku Wawelskiego, dzięki którym zdołano jedynie zadaszyć straszącą pustkami ruinę. W tej scenerii odbył się ostatni, podwójny pogrzeb królewski (obok Augusta Mocnego dopiero teraz znalazł w Krakowie swoje miejsce Jan III Sobieski) i ostatnia koronacja w Krakowie. Nowy król, syn Augusta II Mocnego, August III (1734-1764), w Saksonii zwany, nie bez przyczyny otyłym, na koronacji zakończył definitywnie swe zainteresowanie tak zamkiem, jak i podwawelskim miastem. Dalsza destrukcja zamku posuwała się szybko. W 1758 ks. Michał Wodzicki desperował, że bez pomocy zamek po prostu się rozpadnie. Zniszczenia zamku nie ustępowały zniszczeniom samego miasta. Na łączną ilość około 500 domów, 70 nie nadawało się do zamieszkania. Straszliwie droga żywność kontrastowała z niską ceną mieszkań. Wielu kupców i rzemieślników uciekło z Krakowa w ciągu pierwszego ćwierćwiecza XVIII wieku kończąc tu swą działalność na zawsze. Zaraza i wojny dopełniły reszty, miasto opustoszało. Puste mieszkania, całe kondygnacje kamienic, można było wynająć lub kupić za bezcen. Przebywający w 1778 w Krakowie Anglik William Cox tak widział stolicę Piastów i Jagiellonów: „...miasto...wyróżnia się znaczną liczbą dobrze zbudowanych domów, niegdyś bogato urządzonych i gęsto zaludnionych, teraz albo w ogóle nie zajętych, albo melancholijnie chylących się do upadku. Niektóre ulice są ładne i szerokie, ale każdy niemal budynek nosi ślady minionego i utraconego dostojeństwa...Kraków wygląda jak wielka stolica w ruinach, ilość zwalonych i rozpadających się domów nasuwa przypuszczenie, że dopiero co uległo grabieży i że nieprzyjaciel wczoraj zaledwie go opuścił...”. Liczba ludności, sięgająca jeszcze w XVI i XVII wieku ponad 30 000, spadła do około 3000 - 5000, a dopiero w 2. połowie wieku osiągnęła poziom 6000 - 8000 mieszkańców. Jakby tego wszystkiego było mało, miasto nie potrafiące się odbić od grząskiego dna dotykały nowe katastrofy. W 1755 spłonął Kleparz, w 1759, w związku z toczącą się wojną siedmioletnią, przez miasto przemaszerowały wojska austriackie, a w 1762 pruscy huzarzy. W mieście zamierał handel, do poziomu słabego wyrobnictwa spadło rzemiosło, władze miejskie nie miały żadnych środków na odbudowę i nowe inwestycje. Trzeba też dodać, że sami mieszczanie niespecjalnie wiedzieli jak zaradzić problemom. Zamiast szukać nowych dróg i rozwiązań, wciąż wymachiwali dokumentami stanowiącymi przed laty o potędze miasta. Odwoływanie się do dawnych praw i przywilejów, formalnie ciągle pozostających w mocy było bezsensem, którego nie dostrzegano. Cóż z tego, że stare pergaminowe dokumenty nadal nakazywały maszerować wszystkim kupcom przez Kraków. Cóż z tego, że podobnymi dokumentami wachlować się mogli profesorowie Akademii i starsi krakowskich cechów. Cóż z tego, że ogromną aktywność wykazała odrodzona w 1722 Krakowska Kongregacja Kupiecka. Wobec zmienionych szlaków handlowych, upadku władzy królewskiej, upadku stanu mieszczańskiego, dokumenty te były martwe. Stara stolica umarła.


Kacper Bażanka

Zwiedzający dzisiaj miasto turyści, idący z krakowskiego starego miasta na starówkę Kazimierską, przystają często, aby popatrzeć na strojny hełm wyższej wawelskiej wieży – tzw. Zegarowej,



Fot. 79. Wieża Zegarowa, hełm wieży wg projektu Kacpra Bażanki
powstał w latach 1715 - 1716

a na ul. Stradom zaglądają do kościoła OO Misjonarzy, wyróżniającego się harmonijną i szlachetną fasadą i wspaniałym wnętrzem, pełnym iluzjonistycznych efektów, wysmakowanym i wypieszczonym niczym elegancka bombonierka.


Fot. 80. Kościół OO Misjonarzy pod wezwaniem Nawrócenia św. Pawła Apostoła,
1719 - 1728, arch. Kacper Bażanka

Obydwie budowle są dziełem Kacpra Bażanki (1680-1720), najwybitniejszego polskiego architekta doby baroku. Opowieść o krakowskich dokonaniach Bażanki, działającego w Krakowie w latach jego największego upadku, brzmi jak zgrzyt żelaza po szkle. Ten wybitny artysta nie trafił na dobry czas. Gdyby jego talent spotkał mecenasów tej miary co Bonerowie czy Montelupiowie, miałby niewątpliwie dużo większe pole do popisu. Tymczasem stał się on symbolem upadającej świetności, smutnym pożegnaniem z miastem, gdzie mieszkali najsławetniejsi ze sławetnych. Nadchodząca epoka oświecenia zapowiadała nowy czas i nowe myślenie, które zmieniło w ciągu następnego stulecia oblicze Krakowa.