Kraków karczmą zajezdną Europy

    Śmierć Jana III Sobieskiego pogrążyła Kraków w głębokiej żałobie. Stara stolica opłakiwała władcę, który wprawdzie rządził z Warszawy, ale miał zawsze oczy i uszy otwarte na potrzeby Krakowa. Kiedy jednak 12 IX 1697 do Miasta wkroczył nowo obrany król, elektor saski August Mocny (1697-1733), serca krakowian zabiły z nadzieją. Sas wkroczył do Krakowa na czele wspaniałego orszaku, a jego pewność siebie, poza niepokonanego wodza i łatwość z jaką rzucał obietnicę zamydliła skutecznie oczy ojcom miasta i reszcie obywateli. Za dobrą wróżbę uważano też datę koronacji 12 IX, czyli rocznicę wspaniałej victorii wiedeńskiej. Nikt nie przypuszczał, że była to przedostatnia koronacja w Krakowie. Gdy niedługo potem August II wplątał Polskę w fatalną dla niej w skutkach III wojnę północną, mało kto przewidywał jak blisko jest z inflanckiej Narwy, gdzie Szwedzi rozgromili wojska rosyjskie, do Krakowa. 10 VIII 1702, po pogromie wojsk saskich pod Kliszowem, Szwedzi stanęli pod Krakowem. W mieście żyli jeszcze ci, którzy pamiętali wojska Karola Gustawa X sprzed półwiecza. Armia Karola XII budziła najgorsze wspomnienia sprzed lat. Rabunki, kontrybucje były na porządku dziennym. W dodatku 15 IX, Szwedzi stacjonujący na Wawelu zaprószyli ogień. Zamek stanął w płomieniach i gorzał przez trzy dni. Zniszczenia rezydencji królewskiej okazały się być straszliwe. Niewiele ocalało poza katedrą, słynną salą „Pod Głowami” i kikutami wypalonych murów. Z ulgą przyjęto decyzję Karola XII o opuszczeniu przez jego wojska Krakowa po 63 dniach okupacji. Nie był to jednak koniec „przygód wojennych”. Zmienne koleje zmagań wrogich armii sprawiły, że Kraków był na przemian „zdobywany” i „uwalniany” przez najprzeróżniejsze oddziały, różniące się wprawdzie sztandarami, ale mające takie same oczekiwania i potrzeby. Niezależnie od tego czy nowy okupant był saski, rosyjski, szwedzki czy polski, miasto dostarczało żywności, furażu i oczywiście płaciło słone pieniądze jako okup czy kontrybucje. Nic dziwnego, że potocznie mawiano wówczas, że stara stolica jest „karczmą zajezdną Europy”. W samym Krakowie galimatias sceny politycznej tak dalece zatarł jasność obrazu, że gdy w 1704 w imieniu króla, Hieronim Lubomirski„zdobył” Kraków, mieszczanie niefrasobliwie zapytali „ .. w imieniu którego Króla?”. W rzeczywistości mogło chodzić o jednego z trzech królów i jednego cara. Łączne straty na rzecz „odwiedzających” miasto armii zamknęły się niewyobrażalną kwotą 1 500 000 złotych, co, jakby na to nie patrzeć, świadczy i o tym, że w przededniu wojny zubożony Kraków nie był jeszcze żebrakiem. Bieda jednak stała już u drzwi. W lecie 1707 w mieście wybuchła zaraza, która srożyła się do 1710, zabierając 20 000 ofiar w Krakowie i na przedmieściach. Stacjonujące w Krakowie, po przejściu zarazy wojska rosyjskie, chcąc zapewnić sobie opał, wyrywały deski z podłóg i futryny z odrzwi opustoszałych kamienic. Kiedy w 1717 zakończyły się zmagania wojenne, Kraków był na dnie swego upadku.