Walka o utrzymanie dawnej pozycji miasta

Mimo tych przeciwności, widać wyraźne wysiłki mieszczan próbujących odbudować dawną pozycję miasta. Dużą pomocą i życzliwością wykazał się król Jan III Sobieski (1673-1697), który podobno zawsze znajdował czas dla delegacji z Krakowa, nawet wtedy gdy czekały go spotkania o wyższej randze w protokole dyplomatycznym. Być może sympatia króla znajdowała swoje źródło w tym, że jeszcze jako młodzieniec pobierał tu nauki w Kolegium Nowodworskiego. Być może ważne było i to, że właśnie do Krakowa przybyła w 1646 młodziutka dwórka żony Władysława IV, Marii Ludwiki, Marysieńka d’Arquien, jego późniejsza małżonka. Król popierał gorąco inicjatywę inżyniera Krzysztofa Mieroszewskiego, który wnioskował, aby założyć w Krakowie szkołę wojskową, Akademię Marsową, co niestety nie zostało zrealizowane. W 1676 przywilej władcy wzmocnił miejski samorząd, likwidując prawo wojewody krakowskiego do zatwierdzania (w praktyce do wybierania) rajców miejskich. Zadziwiająco, jak na ogrom strat, rozwija się miejskie budownictwo. W 1680 Piotr Beber, budowniczy królewski, odbudowuje hełm Wieży Ratuszowej, zniszczony od uderzenia piorunem w 1684 roku. Jan Gaudenty Zacherla, prezydent Krakowa, buduje nowy, ziemny bastion przed bramą Sławkowską, w latach 1682-1695 powstaje z fundacji biskupa Jana Małachowskiego kościół Wizytek na przedmieściu Biskupie, według planów Franciszka Solariego i Stanisława Solskiego. Wreszcie w latach 1689-1703, powstaje na miejscu zburzonego kościoła gotyckiego nowy, uniwersytecki kościół św. Anny, wybitne dzieło Tylmana Gameren, jedno z najwspanialszych dzieł baroku europejskiego. Budową tą kierował Sebastian Piskorski, nauczyciel synów Jana III Sobieskiego, kapłan, który umiał połączyć we własnej osobie szczególną heroiczność cnót chrześcijańskich z gospodarnością i obrotnością godną czasu rewolucji przemysłowej.


Fot. 77. Kościół św. Anny, 1689 - 1703, arch. Tylman z Gameren

Tym najwybitniejszym obiektom wznoszonym za pieniądze miejskie, kościelne, królewskie i uniwersyteckie, towarzyszą wciąż fundacje mieszczańskie, które wprawdzie nie wytrzymują już porównania z wierzynkową fundacją w Kościele Mariackim, lub decjuszowkim pałacem na Woli Justowskiej, ale nadal świadczą o możliwościach ich następców.
Kościół św. Krzyża na Kleparzu, fundacja kupca Jana Sroczyńskiego,
wspaniałe opony z alegoriami siedmiu sakramentów, ofiarowane do skarbca mariackiego przez Jana Gaudentego Zacherlę, kaplica Matki Bożej Piaskowej odbudowana po szwedzkiej katastrofie za pieniądze Marcina Paczoski czy wreszcie pozłacana, miedziana korona, umieszczona na iglicy wyższej Wieży Mariackiej,


Fot. 78. Wieże Kościoła Mariackiego, na iglicy wieży wyższej, Hejnalicy,
widoczna pozłacana korona ufundowana w 1666 przez Piotra Pestalocciego

    dzięki hojnemu darowi Piotra Pestalocciego, to tylko kilka z wielu fundacji mieszczańskich w Krakowie w 1. połowie XVII wieku. Nie przypadkiem też, pod koniec XVII wieku Kraków stał się miejscem działania kilku znakomitych artystów. Wspomniani już architekci Tylman z Gameren , ks. Stanisław Solski, (wszechstronna osobowość , obok osiągnięć architektonicznych zawdzięczamy mu także pierwszy podręcznik arytmetyki, geometrii i rachunkowości kupieckiej), wspaniały rzeźbiarz i sztukator Baltazar Fontana, nieco prowincjonalny, ale bardzo sprawny malarz Franciszek Lekszycki czy malarz Jana III Sobieskiego Jerzy Eleuter Siemiginowski. W Krakowie ciągle jeszcze żyli prawdziwi koneserzy i mecenasi sztuki, a samo miasto wciąż potrafiło przyciągać artystów. Na tle ówczesnego społeczeństwa krakowskiego, na szczególną uwagę zasługuje kupiec, rajca i kolekcjoner w jednej osobie, Zygmunt Zaleski. Rodzina Zaleskich w ciągu XVII wieku zdobyła w Krakowie spore znaczenie. Dzięki ożenkom, spokrewniony z rodziną Hipolitów ród Zaleskich, wszedł w posiadanie kamienicy przy pl. Mariackim 3. Tam, na zlecenie Zygmunta Zaleskiego powstała jedna z najwspanialszych rezydencji mieszczańskich, ozdobiona stiukami Baltazara Fontany, ściennymi malowidłami, dekoracją sgraffito na fasadzie i drewnianymi gankami, wspartymi na kolumienkach od podwórca. W swojej kamienicy Zygmunt Zaleski miał podobno ponad sto bezcennych płócien, w tym płótna mistrzów włoskich i niderlandzkich. Szczególnie intrygująca dla badacza jest wiadomość o 70 owalnych obrazach, które miały przedstawiać rajców i burmistrzów Krakowa. Zbiory obrazów Zaleskiego zdmuchnęła kolejna, zbliżająca się wichura dziejowa. Na szczęście zachowała się część z jego bezcennego księgozbioru, przechowywanego w Bibliotece Jagiellońskiej. Najcenniejszą jego pozycją jest niewątpliwie rękopiśmienny kodeks, w którym Zaleski pracowicie skopiował 380 najważniejszych miejskich przywilejów przechowywanych w archiwum miejskim. To monumentalne dzieło ukończone zostało w 1694, na dwa lata przed śmiercią kochanego i szanowanego w Krakowie króla Jana III Sobieskiego. Wspominając powyższą postać, warto przypomnieć jeszcze wydarzenie, które miało miejsce w grudniu 1683, kiedy to Kraków witał wracającego spod Wiednia pogromcę Turków. Sami mieszczanie prosili wprawdzie władcę, aby nie oceniał ich surowo za skromny efekt ich starań, co wynikać miało z trudnych czasów, ale sądząc z zachowanych opisów i rysunków, trzeba te prośby traktować z dystansem. W mieście ustawiono kilka estrad teatralnych, ze wspaniałą „rzezaną” w drewnie dekoracją. Główna estrada pod wieżą ratuszową zwieńczona była konnym posągiem króla. Ze szczytu wieży ogromny smok pluł ogniem na uciekających janczarów, królewicz Jakub Sobieski (w aktorskim wcieleniu rzecz jasna) zdobywał specjalnie pobudowane na ten cel zamczyska, ognie sztuczne sypały się w takiej obfitości, że przy ich obsłudze przypadkowy wybuch zabił parę osób. Historycy do dzisiaj nie znają odpowiedzi na pytanie, czy ten ogromny wydatek to tylko niegospodarna fanaberia ojców zubożonego miasta, czy też miasto to posiadało jeszcze tak znaczny zapas sił i środków. Dzieje Krakowa w 2. połowie XVII wieku pełne są zagadek i paradoksów. Nie ma wątpliwości co do tego, że swej wcześniejszej pozycji Kraków nie odbudował. Fatalne dziesięciolecie 1649-1659, przetrąciło kręgosłup miejskiej gospodarki na długi czas. Stanął w miejscu a następnie ruszył do tyłu rozwój demograficzny miasta. Nie dokonały się żadne ważne zmiany w rozwoju przestrzennym Krakowa, a zmiany ustrojowe nie przyniosły jakiegoś przełomu. Powstaje więc pytanie skąd tyle nowych fundacji, skąd wciąż widoczna zamożność mieszkańców miasta, skąd środki na efektowne, choć pojedyncze, przedsięwzięcia miejskich władz? Tajemnice to specjalność starego Krakowa.