Królewska ruina, Kraków w pierwszej połowie XVIII wieku

    Prośby i monity posłów krakowskich o pomoc w odbudowie Wawelu przyniosły połowiczny efekt. Dopiero w 1726 sejm przeznaczył skromne środki na odbudowę Zamku Wawelskiego, dzięki którym zdołano jedynie zadaszyć straszącą pustkami ruinę. W tej scenerii odbył się ostatni, podwójny pogrzeb królewski (obok Augusta Mocnego dopiero teraz znalazł w Krakowie swoje miejsce Jan III Sobieski) i ostatnia koronacja w Krakowie. Nowy król, syn Augusta II Mocnego, August III (1734-1764), w Saksonii zwany, nie bez przyczyny otyłym, na koronacji zakończył definitywnie swe zainteresowanie tak zamkiem, jak i podwawelskim miastem. Dalsza destrukcja zamku posuwała się szybko. W 1758 ks. Michał Wodzicki desperował, że bez pomocy zamek po prostu się rozpadnie. Zniszczenia zamku nie ustępowały zniszczeniom samego miasta. Na łączną ilość około 500 domów, 70 nie nadawało się do zamieszkania. Straszliwie droga żywność kontrastowała z niską ceną mieszkań. Wielu kupców i rzemieślników uciekło z Krakowa w ciągu pierwszego ćwierćwiecza XVIII wieku kończąc tu swą działalność na zawsze. Zaraza i wojny dopełniły reszty, miasto opustoszało. Puste mieszkania, całe kondygnacje kamienic, można było wynająć lub kupić za bezcen. Przebywający w 1778 w Krakowie Anglik William Cox tak widział stolicę Piastów i Jagiellonów: „...miasto...wyróżnia się znaczną liczbą dobrze zbudowanych domów, niegdyś bogato urządzonych i gęsto zaludnionych, teraz albo w ogóle nie zajętych, albo melancholijnie chylących się do upadku. Niektóre ulice są ładne i szerokie, ale każdy niemal budynek nosi ślady minionego i utraconego dostojeństwa...Kraków wygląda jak wielka stolica w ruinach, ilość zwalonych i rozpadających się domów nasuwa przypuszczenie, że dopiero co uległo grabieży i że nieprzyjaciel wczoraj zaledwie go opuścił...”. Liczba ludności, sięgająca jeszcze w XVI i XVII wieku ponad 30 000, spadła do około 3000 - 5000, a dopiero w 2. połowie wieku osiągnęła poziom 6000 - 8000 mieszkańców. Jakby tego wszystkiego było mało, miasto nie potrafiące się odbić od grząskiego dna dotykały nowe katastrofy. W 1755 spłonął Kleparz, w 1759, w związku z toczącą się wojną siedmioletnią, przez miasto przemaszerowały wojska austriackie, a w 1762 pruscy huzarzy. W mieście zamierał handel, do poziomu słabego wyrobnictwa spadło rzemiosło, władze miejskie nie miały żadnych środków na odbudowę i nowe inwestycje. Trzeba też dodać, że sami mieszczanie niespecjalnie wiedzieli jak zaradzić problemom. Zamiast szukać nowych dróg i rozwiązań, wciąż wymachiwali dokumentami stanowiącymi przed laty o potędze miasta. Odwoływanie się do dawnych praw i przywilejów, formalnie ciągle pozostających w mocy było bezsensem, którego nie dostrzegano. Cóż z tego, że stare pergaminowe dokumenty nadal nakazywały maszerować wszystkim kupcom przez Kraków. Cóż z tego, że podobnymi dokumentami wachlować się mogli profesorowie Akademii i starsi krakowskich cechów. Cóż z tego, że ogromną aktywność wykazała odrodzona w 1722 Krakowska Kongregacja Kupiecka. Wobec zmienionych szlaków handlowych, upadku władzy królewskiej, upadku stanu mieszczańskiego, dokumenty te były martwe. Stara stolica umarła.